Co mamy w Chrystusie? Leszek Korzeniecki o praktykowaniu wiary.

Co mamy w Chrystusie? Leszek Korzeniecki o praktykowaniu wiary.
Przeczytasz to w: 39.17 mintues

W środę, 29 kwietnia, w siedzibie naszej społeczności Kościoła Jezusa Chrystusa w Zambrowie odbyło się spotkanie z Leszkiem Korzenieckim. Tematem nauczania były duchowe błogosławieństwa oraz sposoby ich praktycznego wdrażania w życie ucznia Chrystusa.

Mówca oparł swoje przesłanie na fragmencie Listu do Efezjan. Podkreślił, że Boże błogosławieństwa i zbawienie są faktami dokonanymi przed dwoma tysiącami lat, z których wierzący mogą korzystać w każdym czasie. Podczas wystąpienia poruszono również kwestię Bożego postrzegania czasu, który jest niezależny od ludzkich ograniczeń.

Głównym wątkiem nauczania była konieczność przejścia od gromadzenia informacji do realnego działania. Leszek Korzeniecki użył biblijnej przypowieści o siewcy, tłumacząc, że Boże Słowo działa jak ziarno, które wymaga odpowiedniej gleby – słuchania, rozważania i wytrwałości.

– Boże Słowo we właściwy sposób potraktowane działa w naszym życiu – zaznaczył prowadzący spotkanie.

W trakcie spotkania omówiono także kwestie chrztu w Duchu Świętym oraz uzdrowienia, wskazując na wiarę jako narzędzie do odbierania przygotowanych przez Boga darów. Wydarzenie w zambrowskim zborze zakończyło się wspólną modlitwą o owoce usłyszanego przesłania w życiu uczestników oraz osób, które zapoznają się z nagraniem.

Nauczanie odpowiada na pytania:

  • Dlaczego same rytuały religijne są niewystarczające?
  • Co jest potrzebne, aby biblijne obietnice zaczęły działać w życiu człowieka?

  • Metafory do opisania działania Bożego Słowa?

  • Czym charakteryzuje się tożsamość osoby wierzącej w Chrystusa?

  • W jaki sposób można najskuteczniej chronić się przed życiowymi błędami?

Całe nagranie:

Cała transkrypcja:

Witam gorąco wszystkich, którzy przybyli tu na spotkanie, w trakcie którego dzielić się będę słowem i chcę zaczerpnąć je z listu do Efezjan. W liście do Efezjan mamy wypowiedź apostoła Pawła, który, jak wierzę, wiedział co mówi i wierzę, że nie było to wypowiedziane tylko dla poezji. Jest to początek listu do Efezjan od trzeciego wersetu.

Takie słowa tutaj czytamy. Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienagarni przed obliczem Jego w miłości.

To są dwa wersety, ale znajduje się w nich tyle treści, że można by było na ten temat nauczać przez kilka dni i myślę, że nie wyczerpalibyśmy tego. Biblia mówi o tym, że Bóg ubłogosławił nas w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios. Przedstawia to w czasie przeszłym.

To się dokonało. Jeśli coś zostało dane, to przez cały czas można to wziąć. Biblia mówi o tym, że zbawienie, które zostało nam zapewnione przez ofiarę Chrystusa dokonało się dla każdego z nas dwa tysiące lat temu.

Czy ktoś z obecnych żył dwa tysiące lat temu? Ja sobie nie przypominam. I myślę, że to zdrowe, jeśli my sobie tego nie przypominamy, że żyliśmy dwa tysiące lat temu. Ale dwa tysiące lat temu zostało zapewnione dla nas zbawienie.

Jezus postanowił wziąć na siebie nasze grzechy, wszystkie, które kiedykolwiek popełniliśmy, co więcej, te, które jeszcze popełnimy. On postanowił rozprawić się z nimi. Został ukarany dla naszego zbawienia, jak mówi o tym prorok Izajasz.

I to stało się faktem. Nasze pojmowanie czasu i Boże pojmowanie czasu to dwie różne rzeczywistości. My jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że czas nam upływa w tempie 60 sekund na minutę.

I zwykle znajdujemy się tylko w jednej części czasu. Zwykle znajdujemy się tylko w teraz. Kiedyś byliśmy w tym, co było kiedyś.

W przyszłości będziemy, ale tylko wtedy, kiedy ta przyszłość będzie się nazywała teraz. Jednak Bóg, kiedy się przedstawia, on mówi, ja jestem tym, który był, tym, który jest i tym, który będzie. On mówi, ja jednocześnie jestem tam i tam i tu.

A ty jesteś tylko tu. Ciekawe. Nasze pojmowanie czasu jest zupełnie inne niż pojmowanie czasu Boga, który żyje ponad czasem.

Jest od Niego niezależny i nie jest związany czasem tak jak my. My jeśli coś przegapimy, to mamy to przegapione. Czy komuś kiedyś uciekł autobus? No okej.

Łączę się z wami w bólu. Też nieraz to przeżyłem. Czy zjawiliście się gdzieś godzinę za wcześnie? Tak, to też mi się nieraz zdarzyło.

Z czasem jest ważne, żeby dobrze celować. Jeśli chodzi o Boga, Bóg się nigdy, nigdzie nie spóźni ani nigdzie nie będzie za wcześnie. On jest wszechobecny i nie chodzi tu tylko o przestrzeń.

Chodzi tu również o czas. I kiedy dokonywało się nasze dzieło zbawienia dwa tysiące lat temu, to dotyczyło nas tutaj żyjących, mimo że nas jeszcze nie było, więc nie mogliśmy o tym pomyśleć. Ale Bóg przed założeniem świata zaplanował, że będziemy.

Bóg przed założeniem świata zaplanował dla nas wybawienie. Bóg zaplanował, że to co Chrystus zrobi na krzyżu będzie dotyczyło nas wszystkich. I to jest niesamowity przywilej, kiedy dowiadujemy się o tym, co się wydarzyło na krzyżu i to przyjmujemy.

Zbawienie było dla nas dostępne, zanim się o nim dowiedzieliśmy. Było dla nas dostępne, zanim stało się naszym udziałem. Kiedy miałem czternaście lat, pamiętam, że przeżywałem pewną frustrację.

Zastanawiałem się nad tym, jak bardzo bezsensowne jest wszystko to, co robią moi starsi koledzy dookoła, popisując się, przepraszam, popisując się nawzajem, wymyślając niestworzone historie, żeby dowieść się tego, że są największymi kogutami w Korniku. Patrzyłem na to i myślałem sobie, że to jest naprawdę żałosne. Z drugiej strony myślałem też nad tym, co ma sens.

Moje myśli krążyły wokół różnych szczytnych rzeczy, krążyły również w kierunku Boga. Wiedziałem, że to, w jaki sposób Bóg został im przedstawiony w kościele, do którego chodziłem jako dziecko, nie mogło być prawdą. Nie potrafiłem przyjąć tego, że wszechmogący Bóg, Stwórca Wszechświata jest zainteresowany tym, żebyś na pamięć recytował Mu pacierze.

Że dokonał tak wielkiego stworzenia i stworzył tak skomplikowanych ludzi, aby cała nasza aktywność w stosunku do Niego i cała jego aktywność w stosunku do nas mogła zamknąć się w jakichś religijnych rytuałach. Nie potrafiłem tego przyjąć ani zgodzić się z tym w żaden sposób. Pomyślałem, że inni mają podobne problemy jak ja.

Podobne przemyślenia. Myślę, ktoś musi przerwać milczenie. Wstałem, postanowiłem pójść i pogadać ze swoimi znajomymi.

Po drodze w mojej wyobraźni pojawiła się dosyć realistyczna symulacja, w której uświadomiłem sobie, że właśnie idę powiedzieć wszystkim, że do końca mnie odbiło. Jedyne, co z tego wyjdzie, to to, że będę przedmiotem drwin ludzi dookoła. W tamtym okresie miałem kilka dosyć trudnych momentów w życiu i wszystkie one sprowadzały mnie do tego, żeby na poważnie pomyśleć o Bogu.

A później, kiedy dochodziłem do sensownych wniosków, szybko się wycofywałem, dlatego że nie miałem żadnego punktu odniesienia. Nie miałem ani z kim porozmawiać, nie miałem Biblii, nie wiedziałem, że jest coś, za pomocą czego mógłbym się czegoś sensownego dowiedzieć na temat Boga. Jedyne, co widziałem, to religijne próby przedstawienia Go, które według mnie rysowały bardziej karykaturę.

Ale mimo tego, że w tamtym okresie nie doprowadziło to do mojego nawrócenia, nie doprowadziło to do tego, że przybliżyłem się w jakiś sposób do Boga, to jednak lata później, myślę, że ten głód, który nosiłem w sobie został przez Boga zauważony i dostałem Nowy Testament. Mogłem przyjąć zbawienie, kiedy dowiedziałem się, jak to działa. I to, czego my potrzebujemy jako już nawróceni ludzie, potrzebujemy informacji, które dadzą nam odwagę do tego, by uwierzyć.

Rzeczy duchowe przyjmujemy przez wiarę. Przyprowadziłem do Chrystusa wielu ludzi. Działo się to często w sytuacjach indywidualnych, podczas rozmów, gdzie dochodziliśmy do punktu, gdy ja już nie musiałem zadawać żadnych pytań, a sam słyszałem pytanie, to co ja mam z tym wszystkim zrobić? I ciągle, każdego miesiąca modlę się z iloma osobami, które pierwszy raz w życiu powierzają swoje życie Bogu.

To jest niesamowity przywilej, że mogę w tym brać udział. Także jeśli ktoś z oglądających zalicza się do tej grupy, to pozdrawiam gorąco, trwajcie na tej drodze. Wszyscy mogliśmy to przyjąć wcześniej.

Każdy z nas mógł to przyjąć wcześniej. Czy ktoś z tutaj obecnych przypomina sobie takie momenty, gdy Bóg wyraźnie zapukał do twojego życia, ale ty wtedy nie byłeś gotów, nie byłaś gotów, by powiedzieć tak? Czy kojarzycie takie momenty? Ja kojarzę takich momentów dużo. Przez wiarę przyjmujemy zbawienie.

Przez wiarę przyjmujemy napełnienie Duchem Świętym. Ciągle, szczególnie w ostatnich miesiącach, każdego miesiąca przynajmniej kilka razy służę jakiejś grupie ludzi, którzy chcą przyjąć chrzest w Duchu Świętym. To jest niesamowite, kiedy widzisz wierzące osoby, które czasami są już narodzone na nowo od lat, ale nie przeżyły napełnienia Duchem Świętym.

I kiedy im służysz, zaczynają doświadczać realności Ducha Świętego, zaczynają modlić się innymi językami. Jest to niesamowite i dla tych, którzy to przeżywają, jak i dla tych, którzy pomagają im przeżyć te doświadczenia. Ale każda z tych osób mogła to otrzymać wcześniej.

Dużo wcześniej. To zostało dane. Ale to, co Bóg nam daje i to, co w rzeczywistości duchowej jest faktem i to, do czego w rzeczywistości duchowej mamy prawo, jest czymś, co możemy wziąć w momencie, kiedy to, co jest prawdą w tej rzeczywistości duchowej, zostanie powiązane z wiarą w tej naszej doczesnej rzeczywistości.

Bóg nam dał niesamowite dare. Kiedy głoszę na temat napełnienia Duchem Świętym i mówię, jakie mogą z tego wynikać rezultaty, czasami ludzie zadają pytania, ale czy to również dotyczy mnie? Jak możesz pytać? O tym jest napisane w słowie. Biblia musiałaby być kłamstwem, gdyby to ciebie nie dotyczyło.

To jest jedna rzecz. Druga rzecz. To, że zostało to dane, to jest fakt.

To jest fakt historyczny. To jest przeszłość. Dwa tysiące lat temu Duch Święty stąpił i od tego momentu jest dostępny dla wszystkich i każdy może go przyjąć przez wiarę.

Nie musimy wysyłać podania do nieba, zastanawiając się nad tym, czy Bóg będzie miał czas między trzecią a czwartą kawą i jedzeniem pączka, czy będzie miał czas rzucić okiem na twoje podanie i czy podejmie decyzję. On podjął decyzję. I ta decyzja zapadła dwa tysiące lat temu i kiedy przyjmujemy zbawienie, kiedy przyjmujemy chrzest w Duchu Świętym, przyjmujemy coś, co już zostało nam dane, co leży na półkach, które zostały zastawione do naszej dyspozycji i kwestia dotyczy tego, czy zechcemy po to sięgnąć i to wziąć dla swego życia.

Możemy po to sięgnąć ręką wiary. Aby to zrobić, potrzebujemy informacji, tak jak potrzebowaliśmy informacji na temat zbawienia, na temat napełnienia Duchem Świętym. Potrzebujemy również informacji na temat uzdrowienia i często dzieje się tak, że osoba, która chodzi od jednej osoby do drugiej z prośbą o modlitwę o uzdrowienie, tak naprawdę nie potrzebuje kolejnej ręki, która zostanie na tej osobie położona, ale potrzebuje kolejnych informacji.

Często taka osoba potrzebuje przestudiować ten temat w Biblii, żeby słowo zainspirowało autentyczną wiarę. Czasami taka osoba potrzebuje wysłuchać świadectwa. Czasami taka osoba potrzebuje może przeczytać jakąś książkę czy wysłuchać jakiegoś dobrego wykładu.

Czegoś, co pomoże jej uwierzyć, bo kiedy zaczynamy autentycznie wierzyć, to to, co zostało nam dane, zaczyna znajdować się w rękach naszej wiary. Przenosimy to ze świata, w którym Bóg nam to dał, do tej rzeczywistości, w której tego potrzebujemy. Bóg nie jest skąp.

On nam zapewnił wszystko. A my potrzebujemy nauczyć się to brać. Biblia mówi, że w Chrystusie zostaliśmy ubłogosławieni wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios.

To znaczy, że nie ma takiego, którego by Bóg nam odmówił. Kolejna bardzo ważna rzecz, jaką Jezus mówi o nas jako o wierzących, On mówi, że dla wierzącego wszystko jest możliwe. Czy jest tu ktoś wierzący? Jezus ma bardzo dziwne poglądy na twój temat.

I albo On ma rację, albo jej nie ma. Jak myślicie, czy On to powiedział dla poezji? Czy to miało być takim poruszającym fragmentem tekstu dla tych, którzy przysypiają w trakcie czytania, żeby nagle ich zelektryzowało? Nie. To zawiera prawdę.

Wszystko jest możliwe dla wierzącego. Kiedy patrzymy na nasze doświadczenia, to możemy zauważyć i wolałbym, żeby to nigdy nie wybrzmiało, ale takie są doświadczenia większości ludzi. Biblia mówi jedno, a życie mówi drugie.

Okej. Ja sobie tam w to uwierzyłem. Założyłem, że to jest możliwe.

Ja to sobie wyczytałem, ale później okazało się, że nie działa. Hmm. Czy ktoś miał takie doświadczenia? Niechętnie podnoszę rękę.

Więc co wtedy robimy? Niektórzy ludzie decydują się na taki krok. Stracę wiarę, kompletnie stracę wiarę, jak będę dalej oczekiwał, że Bóg coś zrobi w tej sytuacji. Może lepiej zrezygnować z tego, co się modlę i zachować wiarę, bo te rozczarowania mogą doprowadzić mnie do kompletnej klęski.

Czasami ludzie tak właśnie postępują, wycofują się. Czasami szukają sobie wytłumaczenia. Wytłumaczenia, które tworzymy w takich sytuacjach są często dość głupie, ale blokujące na lata.

Oj, może to nie jest dla takich ludzi jak ja. Może to tylko dla tych, którzy mają jakieś poważne służby. Może z jakiegoś powodu nie zasługuję na to, żeby Bóg zadbał o mnie w tej kwestii.

Sam sobie pewnie jestem winien czy winna. Kiedy przyjmujemy takie wytłumaczenia, to z jednej strony łatwo jest nam zrezygnować z zabiegania o to, czego chcielibyśmy doświadczyć z Bogiem, a z drugiej strony, jeśli przyjmiemy taki sposób myślenia, to później bardzo łatwo przyjmiemy ten sam szablon do kolejnych i kolejnych spraw. W końcu Bóg stanie się dla nas ideą, którą musimy podziwiać, ale jednocześnie nie oczekiwać, że w jakikolwiek sposób zaangażuje się w nasze życie, a diabeł chętnie przyjdzie, przytuli nas do swojej kosmatej piersi i powie, aleś ty pokorny, ale Biblia mówi inaczej.

Biblia mówi, że ten, kto szuka Boga, musi wierzyć, że on istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają. W Księdze Sofoniasza są takie słowa dotyczące ludzi Starego Przymierza. Biblia mówi o tym, że biada tym ludziom, którzy mówią, nie uczyni Bóg nic ani dobrego, ani nic złego.

Oni się przyzwyczaili żyć w takiej rzeczywistości, w której Bóg nie ma nic do powiedzenia. I niestety, ale wielu wierzących ludzi, którzy swoje rozczarowania postanowili zracjonalizować, stworzyli sobie właśnie taką rzeczywistość, w której z jednej strony jesteśmy wierzący, nawet staramy się w jakiś sposób rozwijać swój pogląd teologiczny, staramy się mieć więcej informacji, możemy nawet się pozachwycać jakimiś odkryciami archeologicznymi dotyczącymi wydarzeń biblijnych. Możemy cieszyć się z tego, że poznaliśmy jakieś tajniki języków oryginalnych, ale z drugiej strony żyjemy w rzeczywistości, w której pogodziliśmy się z tym, że niezbyt wiele doświadczamy.

Jak możemy to zmienić, by to, co zostało nam dane w Chrystusie, stało się naszą realnością? Myślę, że problem, który mnie dotyczy i myślę, że on też dotyczy bardzo wielu wierzących ludzi, to przyjmowanie rzeczy poprzez takie informacje, z którymi nic nie robimy. Pewnego razu, przed laty, to naprawdę musiało być dawno temu, dwadzieścia kilka lat temu, prowadziłem spotkanie, które było przeznaczone dla studentów i w którymś momencie podszedł po tym spotkaniu do mnie młody chłopak, który powiedział, wiesz, urodziłem się w chrześcijańskim domu. Mój ojciec, moja matka byli wierzący, napełnieni Duchem Świętym, zanim się jeszcze poznali, więc ja urodziłem się naprawdę w chrześcijańskim domu.

W takim się wychowałem. Sam jestem wierzący, ale mam problemy z demonami. Postanowiłem z nim chwilę pogadać, żeby jakoś to rozstrzygnąć, czy to są demony, czy jakieś bardziej jego wyobrażenia.

Okazało się, że wyglądało na to, że faktycznie miał problemy z demonami. Otworzyłem szósty rozdział listu do Efezjan i kiedy zacząłem czytać mu fragment o zbroi Bożej, on z dużym rozczarowaniem powiedział, ja to znam, to nie działa. Okej, więc zadałem mu pytanie, dobrze to opowiedz mi, w jaki sposób próbowałeś to zastosować.

Jego mina znowu bardzo mocno się zmieniła i było widać po jego minie, i po tym, co później od niego usłyszałem, że on nawet przez chwilę nie zastanawiał się, jak to zastosować. To jest problem wielu wierzących ludzi. Wiem o czymś, to znaczy, że to robię.

Zgadzam się z czymś, to znaczy, że to powinno działać w moim życiu. Ale Biblio mówi coś innego. Biblio mówi, że potrzebujemy wziąć te słowo i potrzebujemy zadbać o to, by ono zaczęło działać.

Przed laty, to było gdzieś w okresie, kiedy się nawracałem, więc dalej jak 20 lat temu, usłyszałem taką historię, jak ktoś trafił do nieba i w niebie zobaczył półki zastawione najróżniejszymi rzeczami i okazało się, że to jest sklep, w którym wszystko można dostać za darmo. Stał tam anioł za ladą i ten człowiek, kiedy już się upewnił, że może dostać absolutnie wszystko, zażyczył sobie kilku rzeczy, na co anioł mu powiedział, ok, możesz to mieć, ale musisz wiedzieć, że my tutaj sprzedajemy ziarna, a nie owoce. Boże Słowo we właściwy sposób potraktowane działa w naszym życiu.

Boże Słowo, wobec którego mamy roszczenia, Boże, tu jest tak napisane, czemu to się nie dzieje w moim życiu? Czy zdarzyło się nam tak reagować na teksty? Boże, przecież tutaj obiecałeś, ja się powołuję na to, co Ty sam z własnej woli powiedziałeś i nikt Ci ręki nie wykręcał. Bardzo często wierzący ludzie popadają w taki błąd, który polega na tym, że stykamy się ze Słowem, stykamy się z wielkimi Bożymi obietnicami, stykamy się z potężnymi przywilejami, które zostały nam przyznane poprzez to Słowo i zamiast zadać sobie pytanie, jak to się stać może, jak to może zamienić się w rzeczywistość, my uznajemy, skoro Bóg tak powiedział, no to śmiało Boże, nie krępuj się, działaj. Między Bożą obietnicą, a jej wypełnieniem znajduje się coś.

Jedna rzecz, którą potrzebujemy, by Słowo zaczęło być skuteczne, to nasza wiara. Drugą rzeczą jest nasze posłuszeństwo wobec tego Słowa w sposób praktyczny. Lata temu dotarła do mnie książka Paula Skeniona, teraz niedawno znowu ją dostałem w swoje ręce.

W tejże książce pod tytułem Wydarzenia a proces zmian, może trochę kalecze tytuł, ale są tylko trzy jego książki w języku polskim, więc łatwo będzie domyślać się, o którą z nich chodzi. Paula opisuje takie wydarzenia. Mówi, na tym samym spotkaniu ci sami ludzie od tego samego człowieka dostają Słowo.

Jedni zachwycają się tym Słowem, są pod ogromnym wrażeniem, nagrywają to, puszczają znajomym. Nie ma takiego wydarzenia, na którym by nie puścili ci tego po raz 158, mimo że ci już to puszczali, bo to proroctwo skierowane do nich jest tak ważne dla nich, że oni teraz wszystkich będą męczyć tym proroctwem. I nic z tego się nie wypełnia.

Znam takie sytuacje. I nieraz byłem męczony poprzez ludzi z nagraniami, czy ze spisanymi proroctwami, którzy opowiadali, co to w ich życiu się wydarzy. I nic z tego się nie wydarzyło.

Ale Paula mówi, na tych samych spotkaniach są ludzie, którzy dostają Słowo i od razu zadają sobie pytanie, co mogę zrobić, aby to się wypełniło. I zaczynają iść w tym kierunku. I wiecie, ja jestem daleki, naprawdę bardzo daleki od tego, by uznać, że wszystko, co jest wypowiadane jako proroctwa, jest proroctwami.

Osobiście uważam, że zdecydowana większość nigdy nie miała nic wspólnego z Duchem Świętym. Ale spośród tych proroctw, które naprawdę są proroctwami, są takie, które mówią nam, co się wydarzy i są takie, które zachęcają nas do tego, żebyśmy zaczęli coś robić. Jeśli dostajesz Słowo, które ciebie zachęca do tego, aby wejść na jakąś drogę, a ty jesteś tak szczęśliwy z powodu tego Słowa, że chwalisz się Nim wszystkim, a nic z tym nie robisz, to też nic z tego nie wyniknie.

Kim jest Duch Święty? On jest naszym pomocnikiem. On może nam pomóc naprawdę we wszystkim, cokolwiek robimy dla Bożej chwały. Jest jedna rzecz, w której nie umie nam pomóc.

Mój Boże, naparmiłem chyba hejterów. Ktoś pewnie z tego odczyta, że Korzeniecki twierdzi, że Duch Święty nie jest wszechmogący. Ta rzecz, w której Bóg nie może nam pomóc, to On nie może nam pomóc w nic nierobieniu.

Jeśli Duch Święty nam pomaga, to znaczy, że my musimy być zaangażowani. Podczas gdy często zatrzymujemy się na informacji. Boże, tu jest tak napisane.

Boże, ja takie słowo otrzymałem. No kiedy Ty zamierzasz to wypełnić? Biblia mówi, że potrzebujemy to Słowo, które zostało powiązane z naszą wiarą wprowadzić w czyn. Noe usłyszał, że zostanie ocalony.

Co kosztowało go stuletni czas budowania Arki? Ciekawe. Myślę, że gdyby Noe był przedstawicielem współczesnego ruchu charyzmatycznego, to by przez te 100 lat chodził po wszystkich dostępnych dla niego regionach i opowiadał ludziom, że Bóg mu obiecał ocalenie. Ale on miał zbudować Arkę.

Więc to Słowo zostało powiązane z jego wiarą i to Słowo zostało wprowadzone w czyn. Kiedy Bóg powiedział, że wybawi Izrael, znalazł do tego odpowiedniego człowieka. Odpowiedni człowiek nie uważał się za odpowiedniego człowieka, więc powiedział Bogu poszukaj sobie kogoś innego.

Ale Mojżesz koń z końców przyjął to powołanie, poszedł do Egiptu i powiedział, że zabiera ich do ziemi obiecanej. Niesamowite. Kto by nie chciał dostać takich wieści będąc w takiej sytuacji jak oni.

Spadły plagi na Egipt. Bóg rozprawił się z Egiptem. Bóg rozprawił się z bóstwami egipskimi.

Każda plaga odpowiadała kolejnemu z bóstw egipskich i obnażała, że bóstwa egipskie są bezradne i bezsilne wobec Wszechmogącego, który przyszedł. Bóg połamał nie tylko rękę, nie tylko bat, ale i szczękę, morale i w ogóle połamał historię Egiptu poprzez uderzenie w to mocarstwo dla wybawienia Izraela. Oni to oglądali długo.

Widzieli te dziesięć potężnych plag. Kiedy zostali wyprowadzeni przez Mojżesza, zamiast myśleć o tym w taki sposób, że Wszechmogący Bóg ujął się za mną, On jest moim wybawcą. Zamiast być pogrążonymi we wdzięczności, zamiast myśleć o tym, jak wiele znaczy dla Boga, który tak wiele dla mnie zrobił, oni widzieli, że nie ma wody, nie ma co jeść, Egipcjanie nas gonią.

Niefajnie, zamiast pomyśleć sobie, nie po to ten Bóg się tak trudził, żeby nas tutaj porzucić, na pewno ma rozwiązanie na każdy problem, który przed nami staje. Zamiast tego zaczynali narzekać przeciwko Bogu i wyrażać tęsknotę za Egiptem. Jak to czytam, to myślę sobie, jak można być takim głupim.

Ale jak się chwilę zastanowię, to myślę, można i ja też tak potrafię. Łatwo nam skupiać się na sobie samych, żyć chwilą i wyłączyć perspektywę, którą Bóg chciałby, abyśmy mieli. W trudnej sytuacji Bóg chciałby, abyś pomyślał o wszystkich rzeczach, które dla ciebie zrobił.

Chciałby, żebyś pomyślał o wszystkich rzeczach, które dla ciebie obiecał. Chciałby, żebyś pomyślał o wszystkim, co ciebie czeka. Nie wiem, gdzie się wybieracie, ale ja zamierzam spędzać wieczność z Nim.

I wiem, że tam będzie miliardy razy fajniej niż tutaj. Niektórzy ludzie się boją. Mój Boże, licznik mi się przekręca.

Jak tak dalej pójdzie, to niedługo umrę. Jaka tragedia. Jak tam się znajdziesz, to pomyślisz sobie, jakim głupim trzeba było być, żeby się tego trzymać.

Kiedy pomyślimy o wszystkim, co Bóg zrobił w naszym życiu i o tym, co obiecał zrobić, to nasze tutejsze problemy wydają się niczym wobec tego. Ale kiedy wydaje się nam niczym wszystko to, co Bóg zrobił, wszystko to, co obiecał i wszystko to, co zrobi w przyszłości, to w pewnym sensie wytrząsamy z siebie świadomość Boga. Wytrząsamy z siebie wiarę w stosunku do Niego.

Wytrząsamy z siebie Jego Słowo. Traktujemy Go jak niewiarygodnego, niegodnego zaufania. A z drugiej strony chcielibyśmy w tych trudnych sytuacjach doświadczać Jego gwałtownej pomocy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mimo że to nie ta bajka.

Jako ludzie Słowa, a powinniśmy być ludźmi Słowa, powinniśmy też podejść do tego Słowa tak, jak Bóg sobie tego od nas życzy. I jeśli Boże obietnice staną się dla Ciebie skarbem większym niż pierścień dla Goluma, jeśli Boże obietnice staną się dla Ciebie czymś tak ważnym, że będziesz żył nimi i mówił to nie zostało bez przyczyny napisane w Biblii. To nie zostało napisane dla nikogo innego, to zostało napisane dla mnie.

Biblia mówi o tym, że jestem współdziedzicem z Chrystusem, że mam wszystko co ma On. To dotyczy mnie. Kiedy zaczniesz żyć tym Słowem, kiedy zaczniesz zadawać sobie pytanie, jak mogę wypełnić to Słowo, jak mogę się przygotować do wypełnienia tego Słowa, jak mogę współpracować z Bogiem, by to się stało, wtedy zaczyna się coś dziać.

Ziarno trafia do gleby. Kiedy trzymasz ziarno w słoiku na parapecie, może ono tam stać latami i nie wyda żadnego plonu. Ale kiedy posadzisz ziarno do właściwej ziemi, zapewnisz mu odpowiednie warunki, to wykiełkuje.

Z Bożym Słowem jest bardzo podobnie i Jezus postanowił powiedzieć nam, jak stosować Słowo poprzez przypowieść o siewcy. Są tam podane trzy rodzaje gleby, które nie przynoszą owocu i nie chcę tracić na to czasu, aby to omawiać, ale też jest podany ten rodzaj gleby, który przynosi owoc. W Ewangelii Łukasza, kiedy Jezus wyjaśnia, co musi się wydarzyć, aby ziarno przyniosło owoc, mówi, że ci, którzy okazują się dobrą glebą, to ci, którzy słuchają.

Słuchanie to jest czynność fizyczna. Można słuchać i nie słyszeć. Jak ktoś ma męża, to wie.

Mówisz do niego, on wygląda, jakby słuchał, później okazuje się, że słyszał, ale nie słuchał. Zdarza się. My możemy różnych rzeczy słuchać i nie usłyszeć.

Możemy pewne rzeczy czytać i nie zrozumieć, ale kiedy Jezus opisuje tych, którzy są dobrą glebą, to mówi, że to są ci, którzy słuchają. Później rozważają, zaczynają o tym myśleć, przetwarzają te słowo w swojej głowie. To nie jest coś, co wpada im do uszu i kiedy kończy się dźwięk, to wszystko się kończy i nie ma nic do przemyślenia.

Słuchają, rozważają. Kolejna niesamowita rzecz powiedziana w Ewangelii Łukasza. Dobrym i szlachetnym sercem przyjmują, utożsamiają się.

Są pewne prawdy, które możesz usłyszeć i zgodzić się z nimi. Powiedzieć tak, to prawda. Wow, zgadzam się.

Ale to było mądre. Możemy na wiele rzeczy tak zareagować, ale jest wielka różnica między tym, to to jest prawda, a tym kiedy mówisz, to jest moja prawda. To jest dokładnie to, z czym się zgadzam.

Ja to wpuszczam do swojego serca i te wszystkie słowa wyrażają dokładnie to, co myślę, to co sobą prezentuję. Ja się z tym naprawdę zgadzam całym sobą. To o tym Jezus mówi, jeśli we mnie trwać będziecie, a moje słowo w was trwać będzie.

To jest coś innego powiedzieć, Biblia to święta księga i warto ją całować w okładkę. A coś zupełnie innego by powiedzieć zastanowiłem się nad wszystkim, co przeczytałem. Może nie wszystko jeszcze rozumiem, ale wiem, że to jest to, z czym zgadzam się całym sobą i chcę to poznać jeszcze bardziej, żeby jeszcze bardziej się z tym zgadzać.

Czasami ludzie potrzebują jakiegoś rozwoju duchowego, idą na kursy, zgłaszają się do jakichś szkół biblijnych i nie zawsze to jest dobry wybór. Czasami zamiast dowiedzieć się tam, co mówi Biblia, dowiadujesz się, co ludzie mówią o Biblii. Zwykle jest to marnowanie czasu i raczej nie sprawia, że bardziej poznajemy Boga czy Jego oczekiwania.

Ale najczęściej, kiedy ludzie zaczynają gadać o Biblii, a nie co Bóg przez Biblię ma nam do powiedzenia, to bardzo często tacy ludzie tracą wiarę. Więc na tym to się nie kończy. Słuchają, rozważają, dobrym i szlachetnym sercem przyjmują, utożsamiają się z tym słowem i kolejna rzecz, którą Jezus mówi, i we wytrwałości wydają owoc.

Czy ktoś kiedyś potrzebował wytrwałości w czymś, co jest łatwe, proste i przyjemne i na co masz ochotę? Ok. Więc jest w tym pewna informacja. Wierność wobec tego słowa będzie kosztowała ciebie wysiłek i sprawi, że znajdziesz się w sytuacjach, które nie będą dla ciebie komfortowe.

I wtedy jest potrzebna cierpliwość, wytrwałość. Więc to są ludzie, którzy decydują się usłyszeć słowo, rozważyć je, utożsamić się z nim i postępować w zgodzie z tym słowem niezależnie od sprzyjających czy niesprzyjających okoliczności. Boże obietnice wypełniają się w życiu takich ludzi.

Obietnica Ziemi Obiecanej została powiedziana do wielu uszu. Wielu ludzi ją usłyszało. Autor listu do hebrajczyków mówi, że owe słowo nie zostało powiązane z wiarą tych, którzy je słyszeli.

I kiedy patrzymy na historię Izraela i rzeczy opisane w torze, które mówią o tym, jak Izraelici zachowywali się, to naprawdę byli oni wirtuozami nieposłuszeństwa, wirtuozami w tym, aby iść naprzeciw temu, w przeciwnym kierunku tego, dokąd prowadził ich Bóg. Kaleb i Józue to byli jedyni dorośli ludzie, którzy wyszli z Egiptu i doszli do Ziemi Obiecanej. Wszyscy inni pomarli po drodze z powodu swojej niewiary.

To jest ciekawe, ale to naprawdę coś pokazuje. Czy obietnica, którą dał Bóg była prawdziwa? I w życiu jakich ludzi się zrealizowała? Tylko w życiu tych nielicznych, którzy w to uwierzyli, bo ci, którzy odrzucili to słowo nie oglądali spełnienia. To jest naprawdę coś, co ma nam coś do przekazania.

Co mamy w Chrystusie? Nieograniczone możliwości. Wszystko jest możliwe dla wierzącego. W Nim zostaliśmy ubłogosławieni wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios.

Masz świętą, czystą, doskonałą naturę. Czy ktoś z Was ostatnio przejawiał tą drugą naturę? Widzę, że jedna osoba się przyznaje, pozostałe kłamią. Niestety, wielu z nas doświadcza tej drugiej strony, ale Biblia mówi o tym, że w Chrystusie mamy czystą, świętą, doskonałą naturę.

Że w Chrystusie jesteśmy światłością świata. Jesteśmy mądrością, którą Bóg tu zesłał. Jesteśmy solą ziemi.

To wszystko jest prawdą. Co musi się wydarzyć, żebyśmy żyli w zgodzie z tym Słowem? Potrzebujemy w to uwierzyć. Potrzebujemy tego zapragnąć.

Potrzebujemy zacząć to przeżywać, myśleć o tym. Nie zostałem stworzony po to, by być ofiarą swoich słabości. Zostałem stworzony i pozostawiony na ziemi, by moje życie opowiadało o chwale wszechmogącego Boga.

Muszę to sobie powtarzać. Żyć tym, myśleć o tym, przeżywać to tak długo, aż przyjęte słowo zacznie kiełkować, zacznie owocować, zacznie przemieniać się w fakty. To zwykli ludzie pełni słabości takich samych, jakie wszyscy znamy.

Przez wiarę doczekują się spełnienia niezwykłych Bożych obietnic. Kiedyś umierający na gruźlicę młody chłopak, który musiał przeżywać niesamowitą frustrację związaną z tym, że zanim jego życie się zaczęło, już się kończy. Nie był nawrócony, ale postanowił się pomodlić do Boga, mówiąc, że jeśli jest tam jakiś prawdziwy Bóg, który może go uratować, to potrzebuje jego pomocy.

Jego historia mogłaby być kompletnie nikomu nieznana. Byłaby to jeszcze jedna ofiara gruźlicy w Korei Południowej. Ale ktoś zapukał do jego drzwi, przyniósł mu Biblię.

Przeszedł do historii jako ktoś, kto zostawił po sobie największy kościół na świecie w Seulu, gdzie w okresie szczytu było grubo ponad milion ludzi w jednym pojedynczym zgromadzeniu. Niesamowite. Zwykły człowiek.

Dzisiaj być może jesteś w środku swojej słabości. Być może wydaje ci się, że zmarnowałeś czas, że nie masz możliwości, że już jest po wszystkim. Musisz sobie odpowiedzieć na zupełnie inne pytanie.

Czy to jest prawda? A jeśli jest to prawda, to jak głęboko muszę w tą prawdę się wgryźć, zacząć ją przeżywać, przetrawić, utożsamić się z tym. Jak głęboko muszę wypełnić się tym Słowem, aby wszystko to, co jest w Chrystusie objawiło się we mnie. Masz wszelkie duchowe błogosławieństwo niebios.

Jak wiele z tego wynika? Dlaczego? Czy problem jest po stronie Boga, który nam to tylko powiedział, a naprawdę nie dał? Bóg to nam naprawdę dał. Ale te słowa muszą zostać powiązane z naszą wiarą, z naszą pasją, z naszym głodem, z chęcią odkrycia, doświadczenia, z naszym zaangażowaniem. Są różne teologiczne koncepcje dotyczące tego, co chroni nas przed grzechem.

Ja nie chciałbym stwierdzać, że każda z nich da nam absolutną wolność, bo często ludzie, którzy odważnie głosili różne rzeczy, później okazywali się hipokrytami, którzy choć mówili słuszne rzeczy, sami ich nie stosowali. Myślę, że nasze drogi bywają różne, ale jest jedna rzecz, którą ja zauważam, która jest niesamowicie skuteczna w tym, abyśmy nie robili głupot. To jest ciągle zastanawianie się nad tym, czy to, co robię, nie, czy to, co myślę, nie, czy to, w co wierzę, nie to, jaki mam pogląd, ale czy to, co robię, to jest to, czego Bóg ode mnie chce dzisiaj.

Zaangażowanie w Boże rzeczy powoduje, że nie masz głodu angażowania się w te nieboże rzeczy. Jeśli angażujesz się w jakieś rzeczy, których Bóg od ciebie nie chce, to nawet jeśli robisz to w imię Boga, czy w imię Kościoła, czy w imię jakichś tam szlachetnych racji, jeśli angażujesz się w coś, czego Bóg od ciebie nie chce, będziesz sfrustrowany, rozczarowany, rozgoryczony, a jeśli jesteś facetem, to będziesz szukać pocieszenia później w niewłaściwej stronie rzeczywistości. A jeśli jesteś kobietą, to pewnie dopiszesz sobie kilka dodatkowych punktów do samopotępienia, kompleksów i tym podobnych historii.

Jaka jestem beznadziejna. Mistrzostwo świata w beznadziejności. Ale jeśli naprawdę ci zależy, żeby robić to, czego Bóg od ciebie chce, to jest coś ciekawego, co się dzieje.

Zawsze powraca pokój. Zawsze powraca radość. Zawsze powraca smak wolności.

Wolność to nie jest niezależność. Wolność to bycie w centrum Bożego Planu. To bycie tym, do czego zostaliśmy stworzeni.

W Chrystusie mamy wszystkie zasoby, mamy wszystkie możliwości. W Chrystusie mamy wszystko, co jest potrzebne do tego, abyśmy wypełnili powołanie, które należy do naszego życia. Wszystko zostało nam dane, ale nie wszystko odebraliśmy.

Mogliśmy niektóre rzeczy odebrać dużo, dużo wcześniej, ale jest taki moment, w którym musimy być sfrustrowani i zmęczeni swoją niezależnością. Prowadzeniem życia, w którym nie wypełnia się Boże powołanie, które jest nad naszym życiem. Bądź głodny.

Zadbaj o to, aby nic ci nie smakowało tak dobrze, jak robienie kolejnych kroków w Jego kierunku. Zadbaj o to, aby każde słowo, które powinno ciebie rozpalić, nie było czymś powszednim, nie było czymś błahem, nie było czymś, co można umniejszyć. Albo będziesz czytać to słowo, jakby nie miało żadnego znaczenia.

Albo będziesz czytać to słowo, jakby każde z nich miało najwyższe znaczenie dla twojego życia. To my dokonujemy tego wyboru. To się nazywa wywyższenie.

Kiedy decydujesz się wywyższyć to, co Bóg do ciebie mówi, kiedy decydujesz się tym zachwycać, ekscytować, żyć tym, marzyć o tym, trawić to, rozważać, rozpalać swój głód, zasiewasz ziarno, z którego powstanie coś w świecie doczesnym. Przenosisz to ze świata duchowego tutaj. Ale kiedy próbujemy karmić się tym słowem, a jedyne co dostajemy, to trochę informacji dla naszego umysłu, które i tak szybko zapominamy.

To nie jest to, do czego Bóg nas wzywa. Przypowieść osiewcy. Kiedy Jezus ją opowiedział, a uczniowie stanęli przed nim i powiedzieli, wyjaśnij nam to.

Jezus odparł im, że jeśli tego nie zrozumiecie, to jak będziecie mogli zrozumieć wszystko inne, co wam głoszę. W przypowieści osiewcy jest pewna tajemnica, która jest związana z tym, że właśnie z tej przypowieści dowiadujemy się, jak zamienić obietnicę w rzeczywistość. W tym procesie uczestniczymy.

Nie spowodujemy tego przez roszczenia. Nie spowodujemy tego w ten sposób. Jeśli masz problem, znajdź wszystkie Boże obietnice na ten temat, powołaj się na nie i zmóź Boga, żeby to zrobił.

Najlepiej przygadaj mu tak w modlitwie, żeby aż poczuł poczucie winy. Chcemy wam powiedzieć, że nikt z nas nigdy nie wprowadził Boga w poczucie winy i na Boga nie działają nasze psychologiczne próby manipulacji. Ale Bóg nam mówi, co my mamy zrobić z tym Słowem, aby ono zostało naprawdę zasiane, aby wygiełkowało i aby wydało owoc.

Masz to w Chrystusie. Masz życie w nieograniczonej wolności. Masz życie w absolutnej świętości.

Masz życie w pokoju, który przewyższa wszelki rozum. Masz wszelkie nadnaturalne obdarowanie, które jest ci potrzebne do wypełnienia Bożych celów. W Chrystusie masz zwycięstwo nad najgorszymi cechami twojego charakteru.

W Chrystusie masz zjednoczenie z wszechmogącym Bogiem. Przed laty czytałem historię pewnego gangstera. Kilka razy brał udział w strzelaninach.

Kiedyś, kiedy leżał z kulą w głowie, modlił się i powiedział Boże, jeżeli mnie uratujesz, będę Ci służył. Bóg go uratował. Wielu ludzi nie ucieszyło się z tego.

Bo jakże możesz stać się sługą Bożym po pięciu rozwodach, po wielu latach w mafii, po dokonaniu wielu najochydniejszych przestępstw. Ale wiecie co? Jest wielu wierzących ludzi, którzy nigdy nie zrobili żadnych wielcych złych rzeczy i którzy nigdy Bogu nie służyli i ciągle się powoływali, że są wierzący. Ja w ostatnich miesiącach przeżywam pewne takie dosyć mocne dotknięcie przez Boga w tym kontekście, że trzeba to w jakiś sposób wykrzyczeć światu, że my głosimy Ewangelię, która jest fałszywa.

Prawdziwa Ewangelia nie prowadzi ludzi do tego, by stali się wierzący i mówili, jakby co to krew Chrystusa mnie oczyszcza. Nie. Prawdziwa Ewangelia czyni z tych, którzy uwierzyli, sługi Boga.

Jeśli nie stałeś się sługą Boga, to znaczy, że nigdy nie zrozumiałeś Ewangelii. To jest tak, jakby ktoś zaprowadził Ciebie na stadion, pokazał Ci, że tu jest linia startu. Gdybyś stanął i powiedział wow, to ja już wiem na czym polega wyścig.

Jestem na linii startu, to znaczy jestem zwycięzcą. I nie wziął udziału w tym wyścigu. Nie jesteś zwycięzcą poprzez to, że usłyszałeś Ewangelię i powiedziałeś wow, jakie to mądre.

To prawda musi być. Czy chcesz być Bożym sługą? Jak chcesz być Bożym sługą, to wiedz, że bycie Bożym sługą polega na byciu Bożym ogrodem. Zasadzasz w swoje życie Boże Słowo i dążysz do wypełnienia Go.

Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy, miłości, trzeźwego rozumu. Potrzebujemy sobie to przypominać, żeby żyć we właściwy sposób. Czy w tym słowie dzisiaj znajdujesz coś, co Bóg w szczególny sposób kieruje do ciebie? Czy tak się dzieje? Ok.

Dobra. Spoko. Tu nie chodzi tylko o to, żebyście pomachali rękoma.

Ale wierzę w to, że niektóre z fraz, które dzisiaj wypowiedziałem, to coś, co popchnął we mnie Duch Święty, aby zostało wypowiedziane i żeby zaczęło rezonować w Twoim sercu. Zróbmy coś z tym słowem. Niech nie będzie ono kolejną informacją.

To słowo jest żywe, skuteczne, działające. Ono przemienia nasze życie wtedy, kiedy jest zastosowane. Wtedy, gdy uwierzymy i zaczniemy postępować w zgodzie.

Jak ja nie lubię tych sytuacji, w których ktoś po nabożeństwie mówi, wow, jaki zbudowany jestem. A co Ciebie najbardziej dotknęło? W sumie to nie wiem, ale dobrze się czuję. Nie jesteś zbudowany.

Jesteś napompowany i jak wyjdziesz, to powietrze z Ciebie zejdzie. Ale zbudowany jesteś wtedy, kiedy miałeś mur na takim poziomie, a teraz jest już na takim. Kiedy się czegoś naprawdę nauczyłeś i kiedy coś naprawdę przetworzyłeś.

Zbudowanie często przychodzi nie w miłej atmosferze, ale w takiej sytuacji, kiedy człowiek czuje się obnażony przed Bogiem i mówi, Boże, naprawdę chcę to z Tobą zrobić. Sorry, że zwlekałem. To często jest tym, co powinno być zbudowaniem, które nas dotyka.

Myślę, że na tym zakończę. Chciałbym pomodlić się jeszcze kilkoma słowami. Ojcze, dziękuję Ci za ten czas, który mamy tutaj w Zambrowie.

Panie, modlę się o to, aby te słowa, które wyszły z moich ust i które dotarły do tych uszu i do tych serc, które są tutaj, aby te słowa wydały owoc. Panie, modlę się też o tych, którzy będą oglądać i słuchać tego nagrania, aby skłoniło ich to do wzięcia w swoje ręce Biblii i do nowego spotkania z Twoim Słowem. Amen.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.